środa, 31 lipca 2013
Rozdział I - 'Bo miłość, to gdy kochamy kogoś pomimo wszystko.
'Czemu ja to zrobiłam? Jak mogłam na to pozwolić?' - powtarzała w myślach Kasia, leżąc na łóżku. - 'Mam piętnaście lat i będę... będę... matką.'- z trudem te słowa przeszły jej przez głowę. - 'Co pomyślą znajomi jak się dowiedzą? Co zrobi Tomek jak się dowie? Pewnie mi nie uwierzy. A co jeśli będzie chciał zrobić test na ojcostwo?' - wiele pytań kłębiło jej się w głowie. Nie miała pojęcia co ma zrobić. Rodzicom nie mogła powiedzieć. Kazali by jej usunąć dziecko, albo oddać do domu dziecka. Bała się ich... bała się ich reakcji. Z jednej strony była szczęśliwa, że będzie mieć dziecko. Będzie mieć kogoś kogo będzie kochała mimo wszystko, a z drugiej nie wiedziała czego ma się spodziewać. Ludzie będą ją wytykać palcami. Już widziała te nagłówki gazet: 'Piętnastolatka w ciąży' a pod tym jej zdjęcie. Nie było to miłe uczucie. Owszem chciała być kiedyś sławna, ale nie w ten sposób. Była przerażona. Wiedziała, że dzięki dziecku się zmieni. Przestanie pić, ćpać, chodzić na dyskoteki. Tak naprawdę już przestała to robić. W końcu nic nie mogła na razie mu ofiarować oprócz zadbania o siebie. Bała się jednak, że odwrócą się od niej najbliżsi, że rodzice nie będą chcieli jej znać, że nie będzie miała za co utrzymać dziecka. Strach ją paraliżował w jakiś taki miły sposób. Nie umiała tego opisać. Wiedziała, że mówiąc o sobie nie może już powiedzieć 'ja', ale 'my'. Przynajmniej przez najbliższe 27 tygodni. Właśnie wtedy miało minąć równe 9 miesięcy odkąd zorganizowała imprezę. Imprezę na której mocno nietrzeźwa straciła dziewictwo. Nic z tej nocy nie pamięta. Tylko tyle, że obudziła się rano na łóżku swoich rodziców, a obok niej leżał jej goły chłopak. Na prześcieradle widniała duża czerwona plama, jakby krwi. Chciała zapomnieć ten moment, ale nie umiała.
'Miśka', bo tak nazywali Kasię znajomi, właśnie teraz myślami wędrowała z przeszłości w przyszłość. Na pierwszy plan poszły jej wszystkie imprezy, wszystkie wyprawy z przyjaciółmi, wszystkie wakacje, wszystkie lekcje. Zastanawiała się jak to było gdy jej mama ją rodziła... jak bardzo to bolało... czy był z nią wtedy tata... i czy rodziła w domu czy w szpitalu. Pomyślała, że romantyczniej byłoby gdyby rodziła w taksówce, jak to widziała w jakimś filmie. Wiedziała, że to raczej wątpliwe, jednak miło było jej tak pomyśleć. Ciekawiło ją jak ona będzie rodzić. Wyobrażała sobie, że urodzi pod wodą. Słyszła, że wtedy mniej boli, a dziecko się nie utopi, ponieważ oddychamy nie od naszych narodzin, a od pierwszego oddechu. Chciałaby by był z nią wtedy Tomek... Kiedy o nim pomyślała, spojrzała na miśka, maskotkę którą od niego dostała. Zapatrzyła się to miejsce, z pustką w głowie. Kiedy się ocknęła zaczęła myśleć o przyszłośći.
Długo zastanawiała jak pójdzie we wrześniu do szkoły z brzuchem wielkości balona? Co ludzie o niej pomyślą? Myślała o tym i doszła do wniosku, że jej to nie obchodzi. Nie obchodzi jej już zdanie innych. Poczuła, że dziecko jest ważniejsze. Stwierdziła, że będzie musiała wcześnie wstawać. Zastanawiała się też jak rozwiąże problem opieki, kiedy ona będzie w szkole. Wiedziała, że Tomek, ojciec dziecka nie pomoże jej i dziecku, ponieważ pół roku po urodzinach dziecka miał zacząć studia w Warszawie, podczas gdy ona mieszkała w Krakowie. Było jej z tego powodu po prostu smutno, chociaż wiedziała już wcześniej, że wiązanie się z chłopakiem prawie cztery lata starszym nie będzie łatwe. Ale ona go kochała. Czuła się w jego obecności nieziemsko, wolno. Był on w końcu, jedną z nielicznych ludzi, którym ona mogła spokojnie powiedzieć o wszystkim. Zawsze gdy o nim myślała miała 'motylki' w brzuchu. Była pewna, że to miłość. Miłość która napełniała ją szczęściem. Cudowne uczucnie.
Tomek był tak naprawdę jedyną osobą, która ją kochała. Jej rodzice nie interesowali się nią prawie w ogóle. Owszem dostawała wysokie kieszonkowe, mogła wychodzić kiedy chce, mogła spokojnie pić na ich oczach, nie musiała przejmować się szkołą. Ogólnie miała wielkie 'luzy'. Brakowało jej tak naprawdę tylko jednego - rodziców. Nigdy nie mogła z nimi spokojnie porozmawiać. Jej tata ciągle pracował i nigdy nie miał dla niej czasu. A jeśli już był w domu, był za bardzo zmęczony, żeby cokolwiek zrobić. Mama zaś cały czas piła. Miała wysokie wykształcenie, mimo to nie miała stałej pracy. Jeśli udało jej się jakąś znaleść to szybko z niej 'wylatywała', głównie za alkochol. Kasia miała jeszcze brata - Maćka. Był od niej o 6 lata starszy, ale mimo to dogadywali się bardzo dobrze. Zawsze ją pocieszał kiedy zerwał z nią chłopak, pokłóciła się z przyjaciółką lub chociażby dostała jakąś uwagę od nauczyciela. Przywoził ją do domu, kiedy za bardzo 'zabalowała' na imprezie. Studiował na drugim końcu miasta, dlatego wynajął sobie mieszkanie koło uczelni, mimo to często bywał w domu.
Dziewczyna w pewnym momencie musiała przestać analizować swoje życie. Usłyszła samochód zajerzdżający na plac jej domu i postanowła sprawdzić kto przyjechał. Jej rodzice powinni wrócić dopiero za godzinę, a ona nie spodziewała się gości. Wstała i wyjrzała przez okno. Na podwórku stał samochód taty jej chłopaka. Pomyślała, że Tomek pożyczył samochód od ojca i chce ją gdzieś zabrać. Była pewna, że nie przyjechał tylko w odwiedziny, bo dzieliło ich tylko parę domów róznicy i w takim wypadku przyszedłby piechotą.
Otworzyły się drzwi samochodu, a z nich wyszedł tata Tomka. Kasia wiedziała już że coś jest nie tak. Mężczyzna nigdy nie przyjeżdżał bez zapowiedzi. Szybko podszedł do drzwi wejściowych i zaczął niecierpliwie dzwonić dzwonkiem. Dziewczyna mimo, że czuła się bardzo źle, nie dawała poznać tego po sobie i pośpiesznie poszła otworzyć drzwi. Krzysztof, ojciec Tomasza wyglądał na bardzo zdenerwowanego.
- Tomek jest w szpitalu. Właśnie do niego jadę. - powiedział.
- Jak to w szpitalu? W jakim jest stanie? Co mu się stało? - mówiła przerażona Kasia.
- Nikt mi nic nie chciał powiedzieć przez telefon, ale mam nadzieję, że to nic poważnego. Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć...
- Jadę z panem - przerwała mu dziewczyna. - Nie mogę go tak zostawić.
'Miśka' wdzięczna i przerażona poprosiła by Krzysztof dał jej chwilę, na wzięcie kurtki i nałożenia butów. Chwilę później byli już w drodze do szpitala.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Twoja opinia jest dla nas ważna. Każda uwaga zostanie uważnie rozpatrzona.